Święta...święta...i po świętach...jak to się mawia...
Jedno zdanie, które dobrze opisuje tak szybko upływający czas w okresie świąt...
Minął już prawie tydzień...
Nie było kiedy pisać...
A jak to ze świętami bywa...
Najpierw planowanie...
Następnie zakupy...
Dalej...szykowanie...szykowanie...i jeszcze raz szykowanie...
Nawet odejmując sobie robotę typu pieczenie ogrom czasu spędza się w kuchni...
No cóż...
Taki chyba urok polskich świąt...:)
W Wielką Sobotę wybraliśmy się z Leną na święcenie pokarmów...
W ubiegłym roku też byliśmy...ale dwumiesięczne niemowlę "niezbyt" pamięta i przeżywa takie wydarzenie...
Teraz to co innego...
Lena miała swój własny, prywatny koszyczek...:)
Wielkość wprost porażająca...
Wyglądała pięknie w popielatym płaszczyku z koszyczkiem w rączce...
Podczas śniadania wielkanocnego siedziała sama na fotelu na zaszczytnym miejscu u szczytu stołu...
Podusia pod pupą pomagała dosięgnąć blatu...:)
Specjalnie skomponowana (dla Leny) mieszanka wielkanocna znajdowała się w eleganckiej, porcelanowej miseczce...
Łyżeczka do jedzenia przygotowana...
Jednak najlepiej smakuje jedzenie rączkami...
Lenusia zjadła pierwszą w swoim życiu malutką, białą kiełbaskę...
Zanim dostała "swoją"...zwinęła tacie z talerza...
Zapomniałam wspomnieć, że na początku podczas dzielenia się święconką-jajeczkiem Lena też dostała i zjadła swoją porcję...
Po śniadania przyszła pora na szukanie prezentu od zajączka...
Entuzjazmu na początku było brak...
Wiadomo...
Nie wiadomo o co chodzi...
"Mama gdzieś prowadzi i mówi - Chodź Lenusiu będziemy szukać prezentu od zajączka..":)
Prezent schowany było w pokoju, w kącie, za kwiatkiem...
Gdy go tylko ujrzała "rzuciła się" na niego...
W jednej chwili wyciągnęła zawartość torebeczki...
Były w niej 2 książeczki (nawiasem mówiąc od tego czasu oglądałyśmy je i czytałyśmy dobrych "kilka" razy) i mała ciuchcia...
Tego dnia jeszcze wielokrotnie Lena szła do kego miejsca, w którym ukryty był prezent i pokazywała rączką...
Albo pokazywała innym, że tam coś wcześniej było...
Przy święcie Lenka miała możliwość skosztowania czekoladowych uszu zająca w złotku...
Śmigus - dyngus...
Polałyśmy ciepłą wodą tatę...
Potem Lena maczała rączkę w kubeczku z wodą i chlapała...
Reszta wody "umyła" narożnik...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz